Dzień 4. Tineo - Borres

Dziś mieliśmy tylko 15 km do przejścia - to nie wiele wiec nie odczuwaliśmy presji. Spokój tak nas opanował, ze wyszliśmy 20 minut później ;p - chyba trzeba popracować nad poranna dyscyplina:D Od samego rana pogoda nas nie rozpieszczała. Miało świecić slonce, a tu proszę- mżawka i chmury. Gęsia skorka towarzyszyła nam aż do pierwszego podejścia. Miało być Słońce , a wiec ubraliśmy się w krótkie gatki i koszulki. W Ostatecznym rozrachunku pogoda początkowo nam służyła bo okazało się, że mamy do pokonania dość strome podejście około 5 km... (Cieple ubrania nie były potrzebne bo spociliśmy się niezle). Góry tutaj są wyjątkowe - na wpół Beskidy - na wpół Bieszczady. Mieliśmy naprawdę piękne widoki:) (zobaczycie jutro na zdjęciach). Zgłodnieliśmy już po wejściu na szczyt, ale wiejskie zapachy nie pozwoliły nam się zatrzymać.
Co dzień staramy się odmawiać różaniec w intencjach naszych bliskich - tak tez zrobiliśmy i tym razem. Odmawianie wspólnie różańca jest naprawdę niezwykle- bardzo uspokaja i pozwala pozostać Tu gdzie się jest:). Po 12 km zrobiliśmy sobie pierwszą, długa przerwę- hiszpańska kawa dala nam wiele energii, dlatego kupiliśmy sobie po powie albo lampce winka, a bagietka z pasztetem spowodowała, ze udało nam się przejść kolejne 3 km w totalnym gorącu. Półtora godzinny relaks i zakupy na dalszą drogę szlakiem dawnych szpitali dla pielgrzymów dały nam relaks i chillout, ale nie zagwarantowały miejsca w Albergue. Właśnie w tym momencie czekamy (po 3 butelkach wina - na pokrzepienie) aż wszyscy z schroniska pójdą spać i będziemy mogli położyć się na tarasie. Już teraz wiem ze nieziemski zapach pielgrzymich butów utuli nas do snu pod prawie gołym niebem (na szczęście ma być dziś ciepło w nocy).

Doktor Agnieszka Doktor. :)



Komentarze

Popularne posty